26.10.2012

-Największa miłość, którą możesz okazać, to ta dana samej sobie.-

Zbierałam sie do niego bardzo długo, bo też biłam się z myślą, czy w ogóle warto zaglądać we wspomnienia. Właściwie, myślałam tak i myślałam – ale kompletnie nie wiedziałam co co mogłabym napisać. Zaciskał mi się raz węzeł na szyi, drugim razem ogarniała jakaś nicość, a po chwili czułam duży smutek i żal do samej siebie.

Codzienność kilka lat temu była przytłaczająca. Budzenie się rano i chodzenie spać z myślą o tym czy wskazówka wagi nie wskazała o kilkanaście gram więcej, sprawdzanie w lustrze czy brzuch nadal jest płaski, czy nie napiłam się zbyt wiele wody, czy odważyłam odpowiednią porcję makaronu, czy mogę zjeść garść orzechów czy lepiej trzy marchewki. Wieczne uczucie chłodu, głód który przeszywal całe moje ciało, wypadające włosy, łamiące się paznokcie, wiecznie przekrwione oczy. Częste krwawienia z nosa, bolące żyły i łomoczące serce, odwodniona skóra, wiecznie bolącą głowa, brak miesiączki… którą odzyskałam w wieku 19 lat. Rozjechana tarczyca i podeptana psychika. To tylko kilka rzeczy, które niosą za sobą zaburzenia odżywiania.

Tak często ludzi pytają mnie o główny powód mojej choroby, mówię – trzymam go w sercu.

26 października jest dla mnie szczególnym dniem. Dniem który będę kochała oraz nienawidziła do końca swojego życia. To wtedy 2012 trafiłam do szpitala psychiatrycznego z diagnozą anoreksji oraz depresji. Nie jest dla mnie łatwym pisanie tego postu, wiec proszę wyłącznie o szacunek do tego co noszę w sercu. Zawsze mówiłam że nienawidzę października, zwłaszcza tego dnia. Nienawidzę miejsca do którego trafiłam. Mam wstręt do lekarzy i jak mogę omijam szerokim łukiem, nawet jak mam gorączkę. Pamietam każdą sondę, krzyk, płacz o to by nie jeść już tak dużo. Szpital i oddział zamknięty całkowicie rozjechał mnie emocjonalnie. Więc za co ja w ogóle mam kochać ten dzień, dlaczego ja w ogóle po 8 latach za niego dziękuje?

 

 

Za to że dzięki niemu, w tym momencie mogę po prostu żyć i robić to o czym nigdy nie śniłam.

Jestem dumna z tego, że dzisiaj już choroba nie rządzi moim życiem.

Jestem niesamowicie szczęśliwa z faktu że mój największy lęk jest dzisiaj moją pasją. Oczywiście- zdarzają się wzloty oraz upadki. Dni w których płaczę, żałuję i myślę że mogłam postępować inaczej. Dni w których głupie myśli są ze mną dłużej niż 10 sekund. Dzisiaj nie daję sobie pozwolenia na to by odpuszczać i wtedy stawiam do pionu samą siebie. 8 lat z zaburzeniami to o wiele za dużo zabranego czasu. Tego Ci nikt nie zwróci. Nadrabiaj ile sił masz w sobie! Dziś już jestem mądrzejsza. I tylko gdy przezwyciężę swoją wewnętrzną ,,Zosię – samosię” – proszę o pomoc. Nie pozwalajcie nigdy aby choroba przejęła kontrolę nad waszym życiem.

Koniec i kropka.

Ruszam ze swoim nowym projektem, mam nadzieję że doda ona skrzydeł niejednemu/ niejednej z Was!

Założyłam również konto, gdzie codziennie będę się z Wami dzielić tym czym jest dla mnie pisanie powieści psychologicznej. Nie jest łatwe – jednak wiem że dam radę!

Bezpośredni link:

https://instagram.com/listy_do_szuflady?igshid=tsy8hq8owtuw

Dodaj komentarz